Islamskie organizacje charytatywne sponsorują dżihad.
Islamiści propagują pogląd, że dżihad oznacza „dążenie do stania się lepszym człowiekiem, reformowania społeczeństwa i wyrównania niesprawiedliwości”. Jednak muzułmanie rozumieją te słowa zupełnie inaczej niż wolni ludzie Zachodu: w islamie zabijanie “złych ludzi” jak np. apostatów czy homoseksualistów to sposób na „naprawianie niesprawiedliwości”, a obalenie ustanowionych przez człowieka opartych na konstytucji ustrojów i zastąpienie ich szariatem, ustawienie kobiet i niemuzułmanów niżej w hierarchii to sposoby na „reformę społeczną”.

Począwszy od treści jakie przekazuje się brytyjskim uczniom, a skończywszy na słowach amerykańskiego prezydenta do obywateli koncepcje typowe dla islamu niemal w każdej sytuacji są dziś poddane wpływom Zachodu. Niezależnie czy jest to produkt naiwności, arogancji lub jawnej nieszczerości, to zjawisko doprowadziło do epistemicznych, a przez to powszechnych błędnych poglądów paraliżujących umysły Amerykanów do tego stopnia, iż nie są w stanie obiektywnie dostrzec, że niektóre doktryny islamu są problemem.
Typowy podręcznik do siódmej klasy np. mówi, że „dżihad to zmagania ludzi, by przezwyciężyć trudności i robić rzeczy, które podobają się Bogu. Muzułmanie starają się reagować pozytywnie na osobiste trudności, jak i zewnętrzne wyzwania. Na przykład mogą pracować nad sobą – stać się lepszymi ludźmi, reformować społeczeństwo i naprawiać niesprawiedliwości”.
Ściśle rzecz ujmując jest to w dużej mierze prawda. Jednak podręcznik nie wyjaśnia, co oznacza „bycie lepszym człowiekiem, reformowanie społeczeństwa lub naprawianie niesprawiedliwości” – z islamskiego (w odróżnieniu do Zachodniego) punktu widzenia i ucząca się z niego młodzież musi polegać na własnych (błędnych) interpretacjach.
Fakty pozostają faktami. W islamie zabijanie “złych ludzi” jak np. apostatów czy homoseksualistów to sposób na „naprawianie niesprawiedliwości”, obalenie ustanowionych przez człowieka opartych na konstytucji ustrojów i zastąpienie ich szariatem, ustawienie kobiet i niemuzułmanów niżej w hierarchii, to sposoby na „reformę społeczną”. Zgodnie z prawem szariatu „lepsi ludzie”, to właśnie ci, którzy wcielają te założenia w życie. „Koran” (3:110) podaje, że są to „najlepsi z ludzi, wybitne, prawe jednostki chroniące ludzkość przed złem”.
To jest właśnie islamska koncepcja zakatu, zazwyczaj tłumaczona jako „jałmużna”. Czy zakat jest tylko dobroczynnością muzułmanów w zakresie karmienia i ubierania biedoty świata? Z tym przecież kojarzy się słowo „jałmużna”.
Wygląda na to, że prezydent Stanów Zjednoczonych Barak Hussein Obama tak uważa – lub biorąc pod uwagę jego korzenie upewnia się, że inni tak myślą. Można wyciągnąć taki wniosek po jego niedawnych zapewnieniach islamskiego świata, „że w Stanach Zjednoczonych przepisy prawne dotyczące pomocy biednym utrudniają muzułmanom wykonywanie ich religijnych obowiązków. Właśnie z tego powodu postanowiłem pracować z Amerykańskimi muzułmanami, by umożliwić im dotrzymywanie zakatu”.
W ten sposób Obama łączy zdecydowanie islamską ideę zakatu z ogólnym terminem, jakim jest „dobroczynność” czy też „jałmużna”. Czy jest to uzasadnione? Podobnie jak w przypadku wielu innych obszarów islamu musimy najpierw zbadać prawne aspekty zakatu; tylko w ten sposób poznamy jego prawdziwy sens. Etymologicznie powiązany z koncepcją „czystości” zakat – oddawanie części swojego bogactwa z góry określonym odbiorcom – to sposób na oczyszczenie samego siebie i jako taki stoi na równi z modlitwą (Koran9:103).
Sęk leży w tym, kto jest upoważniony do odbioru takiej obowiązkowej „jałmużny”. Większość szkół islamskiego prawodawstwa wymienia sześć grup odbiorców – wśród nich znajdują się również ci, którzy walczą „na ścieżce Allaha”, czyli po prostu dżihadyści znani również jako „terroryści”.
W rzeczy samej, wsparcie finansowe dżihadystów jest uważane za formę dżihadu (zwaną dżihad al-mal); nawet znaczna część wersetów „Koranu” mówiących o walce (np. 9:20, 9:41, 49:15, 61:10-11) na pierwszym miejscu stawia potrzebę sponsorowania dżihadu, a nie prowadzenie go, ponieważ walka przy pomocy swojego dobytku często poprzedza walkę we własnej osobie. Dobrze znani islamiści – począwszy od międzynarodowych dżihadystów, a skończywszy na autorytatywnych klerykach takich jak szejk Qaradawi – świetnie zdają sobie z tego sprawę i regularnie nakłaniają muzułmanów do finansowania dżihadu za pośrednictwem zakatu.
Jak bardzo nietypowy w swej naturze jest zakat przypomina również fakt, że muzułmanie nie mają prawa dawać jałmużny niemuzułmanom (znakomitej większości amerykańskich niewiernych). „Dobroczynne” islamskie organizacje działające na terenie Ameryki nie są w żadnym wypadku odpowiednikami chociażby Armii Zbawienia – chrześcijańskiej dobroczynnej organizacji, która obejmuje swoim działaniem wszystkich niezależnie od wieku, płci, koloru czy wyznania. W islamie to wiara jest głównym kryterium otrzymania „jałmużny” – nie mówiąc już o równości społecznej.
Z tą wiedzą łatwiej zrozumieć lamenty Obamy, że “w Stanach Zjednoczonych przepisy uniemożliwiają muzułmanom wypełnianie ich religijnych obowiązków”. Takie stanowisko mimowolnie zdradza, że amerykański zakat jest narzędziem finansowania dżihadu. W końcu denerwujące „przepisy”, do których aluzje robi Obama zdają się odnosić do przypuszczalnie nasilonej kontroli, jakiej poddane są islamskie organizacje „dobroczynne”. Jednak ten nadzór jest sam w sobie bezpośrednim efektem działań amerykańskich islamskich „organizacji dobroczynnych”, które finansowały dżihad zarówno w kraju, jak i za granicą.
W świetle tych informacji, to czemu na prawdę warto się przyjrzeć, to sposób w jaki Obama ma zamiar „pracować z amerykańskimi muzułmanami, by zapewnić im możliwość wypełniania obowiązku zakatu”.
RAYMOND IBRAHIM jest historykiem Bliskiego Wschodu i islamu, pracuje w blisko-wschodnim oddziale Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych, odkrył wiele niedostępnych w języku angielskim arabskich tekstów, które stanowią znaczną część książki The Al-Qaeda Reader.
tłum.JB pajamasmedia.com



Zostaw swój komentarz!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników strony euroislam.pl. Redakcja i właściciel nie ponoszą odpowiedzialności za treść opinii. Zapraszamy wszystkich do dyskusji jednak informujemy, że komentarze nawołujące do przemocy, obrażające inne osoby, zawierające określenia uważane powszechnie za wulgarne, będą usuwane. Będziemy szczęśliwi jeżeli osoby uważające wprowadzenie dobrych zwyczajów za cenzurę, znajdą inne miejsce do dyskusji w internecie. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@euroislam.pl