Islam i islamizm – wiara i ideologia
Zamieszczamy artykuł Daniela Pipesa, napisany w roku 2000. „Najprymitywniejsi z nich [islamistów] po prostu chcą zabijać ludzi Zachodu” – napisał Pipes w niecały rok przed zamachem z 11 września…
***
Nie można zbytnio podkreślać różnicy między islamem – jako takim – a jego wersją fundamentalistyczną. Islam jest religią, którą wyznaje około miliarda ludzi i wiarą, która szybko rozrasta się – szczególnie w Afryce, ale także na całym świecie. W samych Stanach Zjednoczonych, na przykład, muzułmanie chwalą się nawróceniem na islam miliona ludzi (a jeszcze więcej jest muzułmańskich imigrantów).
Wyznawcy islamu uważają swoją religię za niezwykle atrakcyjną, gdyż posiada ona zupełnie wyjątkową wewnętrzną siłę. Jak uważa jeden z przywódców religijnych Islamskiej Republiki Iranu: „Każdy człowiek Zachodu, który rzeczywiście rozumie islam, będzie zazdrościł życia, jakie prowadzą muzułmanie”. Nie wstydząc się bynajmniej tego, że islam jest historycznie ostatnią z wielkich religii monoteistycznych Bliskiego Wschodu, muzułmanie wierzą, że ich religia poprawia wcześniejsze. W ich mniemaniu, judaizm i chrześcijaństwo są tylko niedoskonałymi wersjami islamu, który jest ostatecznym i doskonałym dziełem Bożym.
Taką, pełną wewnętrznego przekonania postawę muzułmanów, ukształtowały wybitne osiągnięcia islamu w ciągu pierwszych sześciu lub więcej stuleci jego istnienia. Kultura islamu była wówczas najbardziej zaawansowana, a muzułmanie cieszyli się najlepszym zdrowiem, żyli najdłużej, mieli najwyższy poziom wykształcenia, wspierali przodujące osiągnięcia nauki i techniki, a ich armie były przeważnie zwycięskie. Sukces islamu był widoczny od samego początku: w 622 roku n.e. Prorok Mahomet uciekał z Mekki jako uchodźca, aby osiem lat później powrócić do tego miasta jako władca. Już w roku 715 muzułmańscy zdobywcy stworzyli imperium, które rozciągało się od Hiszpanii na Zachodzie do Indii na Wschodzie. Być muzułmaninem znaczyło należeć do zwycięskiej cywilizacji. Nie bez przyczyny, muzułmanie doszli do wniosku, że istnieje współzależność między ich wiarą a doczesnym życiowym powodzeniem. Uważali, że są faworyzowani przez Boga, zarówno w sferze duchowej jak i w sprawach tego świata.
A jednak stało się inaczej. W czasach współczesnych zabrakło muzułmanom zwycięstw na polach bitew i powodzenia materialnego. Już w trzynastym stuleciu, kurczenie się islamu i postępy chrześcijaństwa stały się łatwo dostrzegalne. Lecz przez dalsze pięćset lat muzułmanie nadal byli niepomni nadzwyczajnych osiągnięć, które miały miejsce na północ od nich. Ibn Chaldun, słynny muzułmański intelektualista, pisał około roku 1400 o Europie: „Słyszę, że duży postęp osiągnięto w kraju Rum [Rzym?], lecz Bóg tylko wie, co tam się dzieje!”.
Celowa niewiedza spowodowała, że muzułmanie stali się nieodporni, gdy już dalej nie mogli ignorować tego, co się dokoła nich dzieje. Być może najbardziej dramatyczne ostrzeżenie nastąpiło w czerwcu 1798 roku, kiedy Napoleon Bonaparte wylądował w Egipcie – wówczas centrum świata muzułmańskiego – i podbił ten kraj z zadziwiającą łatwością. Kolejne inwazje miały miejsce w następnym stuleciu i później i niebawem większość muzułmanów znalazła się pod rządami Europejczyków. W miarę jak potęga i wpływy świata muzułmańskiego kurczyły się, wśród muzułmanów szerzyło się poczucie niezrozumienia własnej sytuacji. Co się wydarzyło złego? Czemu Bóg – jak się wydaje – ich opuścił?
Urazy współczesnego islamu wynikają właśnie z ostrego i nieubłaganego kontrastu pomiędzy średniowiecznym sukcesem a późniejszymi cierpieniami. Mówiąc wprost: muzułmanie przeżyli bardzo ciężki okres wyjaśniania sobie nawzajem, co się stało złego. A upływ czasu nie ułatwił wcale ich zadania, gdyż te same niesprzyjające okoliczności w gruncie rzeczy nadal istnieją. Pod każdym względem, muzułmanie znaleźli się na dole tabeli – niezależnie od tego, czy miarą ich niepowodzenia jest siła militarna, stabilność polityczna, rozwój gospodarczy, korupcja, prawa człowieka, stan zdrowotny, długość życia czy wykształcenie. Anwar Ibrahim, były wicepremier Malezji odbywający teraz karę więzienia, szacuje w książce pt. „Azjatycki Renesans” (1997 r.), że choć muzułmanie stanowią piątą część całej ludności świata, to aż ponad połowa z nich żyje w nędzy. Świat islamu ogarnia dziś szerzące się poczucie osłabienia i uszczuplenia jego stanu posiadania. I jak wyraził to niedawno imam meczetu w Jerozolimie: „Przedtem byliśmy panami świata, teraz nie jesteśmy nawet panami naszych meczetów”.
Szukając wyjaśnień dla swych kłopotów, muzułmanie obmyślili trzy polityczne odpowiedzi na współczesne wyzwania: świeckość, reformizm i islamizm. Pierwsza z nich głosi, że muzułmanie mogą zyskać postęp tylko przez naśladowanie Zachodu. To prawda – przyznają zwolennicy świeckości – że islam jest wartościowym i szanowanym dziedzictwem, lecz jego wymiar publiczny trzeba odłożyć na bok. A szczególnie trzeba zrezygnować ze świętego prawa muzułmańskiego (Szariatu) – stanowiącego o takich sprawach jak system sądownictwa, sposób wypowiadania wojny przez państwa muzułmańskie oraz o naturze stosunków społecznych między mężczyznami a kobietami. Te części prawa muzułmańskiego powinny być odrzucone w całości. Wiodącym państwem świeckim [w świecie muzułmańskim] jest Turcja, gdzie – w latach 1923 do 1938 – Kemal Attaturk na nowo ukształtował i zmodernizował społeczeństwo – w ogromnej większości muzułmańskie. Generalnie jednak, świeckość jest wśród muzułmanów zjawiskiem rzadkim, a nawet w Turcji jest osaczona.
Reformizm, zajmujący grząskie pole środkowe, oferuje popularniejszą odpowiedź na wyzwania współczesności. Kiedy zwolennicy świeckości nawołują wprost do uczenia się od Zachodu, reformiści czerpią z dorobku Zachodu selektywnie. Reformista mówi: „Popatrzcie, Islam jest w zasadzie zgodny z zachodnim sposobem życia. To my zgubiliśmy ślad naszych własnych osiągnięć, które Zachód wykorzystał. Teraz powinniśmy do tych osiągnięć powrócić, przyswajając je od Zachodu”. Aby dojść do takiego wniosku, reformiści odczytują na nowo święte pisma islamu, w świetle osiągnięć Zachodu. Oto przykład: Koran pozwala mężczyźnie posiadać do czterech żon – pod warunkiem, że traktuje je równoprawnie. Tradycyjnie i zupełnie logicznie, muzułmanie rozumieli ten werset Koranu jako zezwolenie na branie sobie czterech żon. Ale ponieważ na Zachodzie mężczyzna może mieć tylko jedną żonę, reformiści dokonali kuglarskiej sztuczki i zinterpretowali odpowiedni werset na nowo: Koran, jak twierdzą, wymaga by mężczyzna traktował swoje żony równoprawnie, ale to jest przecież niemożliwe, gdy ma ich więcej niż jedną. A więc – wyciągają wniosek reformiści – Koran zakazuje mieć więcej jak jedną tylk żonę.
Reformiści zastosowali ten rodzaj rozumowania w sposób rozszerzający. Do osiągnięć nauki, na przykład, muzułmanie nie powinni mieć zastrzeżeń, bo nauka jest faktycznie muzułmańska. Przywołują przy tym przykład słowa algebra, które wywodzi się od arabskiego al-jabr. Algebra to esencja matematyki, a matematyka to esencja wszystkich nauk: cała współczesna nauka i technologia pochodzi więc od odkryć matematycznych dokonanych przez muzułmanów. Nie ma już żadnego powodu by opierać się zachodniej nauce; to raczej sprawa odzyskania tego, co Zachód wcześniej wziął (lub ukradł) muzułmanom. Dziedzina po dziedzinie, z różnym stopniem wiarygodności, muzułmańscy reformiści przyswajają sobie sposób życia Zachodu, pod pozorem czerpania z własnego dorobku. Celem reformistów jest więc imitowanie Zachodu, bez przyznawania się do tego – jak bardzo Zachód naśladują. Chociaż muzułmański reformizm jest intelektualnie bankrutem, funkcjonuje nieźle jako strategia polityczna.
Odpowiedź ideologiczna
Trzecią odpowiedzią na współczesne rozterki muzułmanów jest islamizm – wiodący temat tego eseju. Islamizm ma trzy główne cechy wyróżniające: wierność wobec świętego prawa (szariatu), odrzucenie wpływów Zachodu oraz przeistoczenie wiary w ideologię.
Islamizm utrzymuje, że muzułmanie są w tyle za Zachodem, ponieważ nie są dobrymi muzułmanami. Stąd wniosek, że można odzyskać utraconą w przeszłości chwałę jedynie przez powrót na drogę tradycji, a można to osiągnąć tylko poprzez życie w pełni podporządkowane prawu Szariatu. Jeśli muzułmanie uczynią to, wówczas znów znajdą się na szczycie świata, tak jak tysiąc lat temu. Ale jest to droga trudna, ponieważ święte prawo zawiera szeroki zakres przepisów, dotykających praktycznie każdego aspektu życia, a wiele nakazów i zakazów jest sprzeczne z praktykami nowoczesności. (Prawo Szariatu w pewnym sensie przypomina prawo żydowskie, ale nic odpowiadającego mu nie występuje w chrześcijaństwie).Tak więc, zabrania ono uprawiania lichwy lub pobierania jakichkolwiek odsetek od kapitału, co oznacza głębokie i uwsteczniające implikacje dla życia gospodarczego. Prawo Szariatu nawołuje do obcinania rąk złodziejom, co kłóci się z każdym współczesnym odczuciem sprawiedliwości. Także sprzeczne z dzisiejszą obyczajowością są nakazy zakrywania ciała i twarzy kobiet i te, odnoszące się do rozdzielenia płci. Islamizm nie tylko, że nawołuje do przestrzegania tych przepisów prawa, lecz żąda by przestrzegano je bardziej surowo niż kiedykolwiek przedtem. Przed rokiem 1800, interpretatorzy prawa Szariatu nieco to prawo złagodzili. Na przykład, wypracowali metodę, dzięki której można było obejść zakaz uprawiania lichwy. Fundamentaliści odrzucają takie modyfikacje, miast tego żądając by muzułmanie wypełniali prawo szariatu dokładnie i w całości.
Czyniąc starania w celu budowy drogi życia na czystym fundamencie praw Szariatu, islamiści usiłują odrzucić wszelkie aspekty wpływów Zachodu: obyczaje, filozofię, instytucje polityczne i wartości. Lecz mimo tych wysiłków, dalej przyswajają sobie z Zachodu bardzo wiele, na nieskończenie liczne sposoby. Bo przecież potrzebują nowoczesnej technologii, szczególnie jej zastosowań militarnych i medycznych. Z drugiej strony, sami skłaniają się do nowoczesnego życia i przez to głębiej tkwią w zachodnich sposobach życia niźli by sobie tego życzyli, lub bardziej niż zdają sobie z tego sprawę. Stąd, kiedy Ajatollah Chomeini – bardziej przywiązany do tradycji niż większość islamistów – usiłował zorganizować rząd na czystych zasadach szyickiego islamu, skończyło się to na powstaniu republiki, opartej na konstytucji i na reprezentowaniu narodu przez parlament, który z kolei jest wybierany w wyborach powszechnych. I każde z tych rozwiązań pochodzi od Zachodu. Innym przykładem zachodnich wpływów jest sprawa piątku, który w islamie nie jest dniem odpoczynku lecz dniem wspólnych modlitw – a teraz stał się muzułmańskim odpowiednikiem szabasu. Podobnie, prawa islamu nie odnoszą się do wszystkich ludzi mieszkających na danym obszarze geograficznym, lecz wyłącznie do muzułmanów. Jednakże islamiści rozumieją je jako związane z terytorium i odnoszące się do wszystkich (jak przekonał się o tym dość dawno temu pewien włoski ksiądz, mieszkający w Sudanie, kiedy skazano go na biczowanie za posiadanie alkoholu). Islamizm zapożycza więc od Zachodu w niewidzialny sposób, równocześnie zaprzeczając, że to robi.
Ale chyba najważniejsze są zapożyczenia z zachodnich ideologii. Słowo „islamizm” jest pojęciem użytecznym i dokładnym, gdyż oznacza jeden z „izmów”, porównywalnych do innych ideologii XX wieku. Faktycznie islamizm reprezentuje islamską wersję radykalnych utopijnych koncepcji naszych czasów, naśladując marksizm-leninizm i faszyzm. Do religii islamu islamizm wtłacza szeroki zakres politycznych i ekonomicznych idei Zachodu. Jak określił to jeden z islamistów, członek Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie: „Nie jesteśmy ani socjalistami, ani kapitalistami, lecz muzułmanami”. Tradycyjny muzułmanin powiedział by inaczej: „Nie jesteśmy ani żydami, ani chrześcijanami, lecz muzułmanami”.
Islamiści postrzegają swe przywiązanie do islamu głównie jako formę politycznej przynależności, czego jako zazwyczaj pobożni muzułmanie nie powinni robić. Wielu islamistów robi wrażenie, że w ogóle nie są pobożni. Na przykład główny organizator zamachu bombowego, w 1993 roku, na nowojorskie Światowe Centrum Handlu – Ramzi Jusef, gdy mieszkał na Filipinach miał dziewczynę i „wałęsał się po manilskich barach, kabaretach ze striptisem i klubach karaoke, flirtując z kobietami”. Z tych i innych odniesień do swobodnego życia, jego biograf Simon Reeve wyciąga wniosek, że „mało jest na to dowodów, że można by opisać Jusefa jako bojownika za wiarę”. Agent FBI, który prowadził śledztwo przeciwko Jusefowi, podsumował go tak: „Chował się [Jusef] za zasłoną islamu”.
Na skalę o wiele większą, Ajatollah Chomeini napomknął o nieistotności wiary dla islamistów w swym liście, skierowanym do Michaiła Gorbaczowa na początku 1989 roku, kiedy Związek Sowiecki chylił się ku upadkowi. Przywódca Iranu zaofiarował [Rosjanom] swój system rządów jako wzór do naśladowania: „Otwarcie oświadczam, że Islamska Republika Iranu jako największa i najpotężniejsza baza całego świata islamskiego, może łatwo wam pomóc zastąpić próżnię ideologiczną waszego systemu”. Chomeini wydawał się tu sugerować, że Sowieci powinni zwrócić się ku islamskiej ideologii – ich nawrócenie się na islam wcale nie wydawało mu się istotne.
W przeciwieństwie do swej reputacji, islamizm nie jest cofnięciem się ku przeszłości – jako współczesna ideologia nie oferuje środków prowadzących do powrotu do dawnego sposobu życia, ale sposób na żeglowanie między ławicami modernizacji. Z kilkoma wyjątkami (jak Talibowie w Afganistanie), islamiści są przeważnie mieszkańcami miast, starającymi się dostosować do współczesnych sposobów zurbanizowanego życia – a nie ludźmi ze wsi. Dlatego, na przykład, wyzwania, na które są narażone kobiety wykonujące różne zawody, są stałym punktem w islamistycznych dyskusjach. Co, na przykład, ma zrobić kobieta muzułmańska, zmuszona do podróżowania do pracy w zatłoczonym pociągu, aby uchronić się od męskich zaczepek? Islamiści mają gotową odpowiedź: powinna się odpowiednio okryć, zarówno ciało jak i twarz, i swoim islamskim ubiorem sygnalizować, że nie warto do niej podchodzić. Szerzej, islamiści oferują współczesnym ludziom alternatywną i wymagającą włączenia się drogę życia, która odrzuca cały kompleks popularnej kultury, konsumeryzm i indywidualizm na rzecz totalitaryzmu opartego na wierze.
Odstępstwa od tradycji
Chociaż islamizm jest często postrzegany jako forma tradycyjnego islamu, faktycznie jest on czymś zupełnie innym. Tradycyjny islam dąży do nauczenia ludzi jak żyć zgodnie z wolą Bożą, podczas gdy islamizm aspiruje do stworzenia nowego porządku. Pierwszy jest pewien swych racji, drugi – głęboko obronny. Pierwszy odwołuje się do jednostki ludzkiej, drugi do społeczeństwa. Tradycyjny jest wiarą osobową, ten drugi – ideologią polityczną.
Rozróżnienie między nimi staje się najostrzejsze, kiedy porównać zachowania dwóch grup przywódców. Tradycjonaliści przechodzą statyczny i bardzo długi okres nauki, podczas której przyswajają sobie ogromny zakres informacji i wchłaniają islamskie prawdy, tak samo jak czynili to ich przodkowie kilka wieków wcześniej. Ich wiara odzwierciedla więcej niż jedno tysiąclecie debat, toczonych wśród ludzi nauki, prawników i teologów. Przywódcy islamistów, na odwrót, wydają się lepiej wykształceni w naukach współczesnych niż w islamie. We wczesnym okresie dorosłości stykają się z problemami, do których ich nowoczesne wykształcenie ich nie przygotowało, i wówczas zwracają się ku islamowi, Czyniąc to, ignorują cały korpus islamskiego kształcenia i interpretują Koran jak im się podoba. Będąc samoukami, odrzucają tradycję i stosują własne (nowoczesne) wyczucie wobec starożytnych tekstów, co prowadzi do powstania osobliwej, „protestanckiej” wersji islamu.
Współczesny świat naraża na frustracje i piętnuje tradycyjne osobowości, ludzi, którzy wykształcili się na starożytnych tekstach, nie znają języków europejskich, nie spędzili czasu na Zachodzie ani też nie poznali jego tajemnic. Na przykład, tradycjonaliści rzadko wiedzą jako posługiwać się radiem, telewizją i Internetem dla szerzenia swego religijnego posłania. Islamiści – przeciwnie: ich liderzy zazwyczaj znają języki zachodnie, często przebywali za granicą i wydają się dobrze obeznani z techniką – Internet ma setki islamistycznych serwisów. Francois Burgat i William Dowell odnotowują ten kontrast w książce pt. „Ruch islamistyczny w Afryce Północnej” (1993):
Członek wiejskiej starszyzny, który jest blisko religijnej hierarchii i mało wie o kulturze Zachodu (z której, a priori, odrzuca kulturę techniczną), nie może się równać z młodym studentem nauk ścisłych, który jest o wiele bardziej przygotowany do krytykowania zachodnich wartości, które poznał i które potrafi sobie przyswoić w odpowiednich proporcjach. Tradycjonalista odrzuca telewizję, bojąc się niszczącego wpływu modernizmu, który ona niesie; islamista nawołuje do pomnożenia liczby odbiorników TV…gdy będzie już
sprawował kontrolę nad nadawanymi programami.
Najważniejszym z naszego punktu widzenia jest to, że tradycjonaliści boją się Zachodu, podczas gdy islamiści palą się do tego, by rzucić mu wyzwanie. Nieżyjący już wielki mufti Arabii Saudyjskiej – ‘Abd al.-‘Aziz Bin-Baz – był przykładem drżącej ze strachu starej gwardii. Latem 1995 roku, ostrzegał on saudyjską młodzież by nie wyjeżdżała na wakacje na Zachód, ponieważ „podróż do kraju niewiernych niesie w sobie śmiertelną truciznę a wrogowie islamu mają wiele sposobów by odciągnąć muzułmanów od ich religii, zasiać wątpliwości co do ich wiary i rozpowszechnić wśród nich rozwiązłość”. Namawiał młodych aby spędzali wakacje w „bezpiecznych” letnich ośrodkach wypoczynkowych własnego kraju.
Islamiści nie są całkowicie wolni od strachu przed tymi sposobami i pokusami [Zachodu], ale mają ambicję powstrzymać Zachód, o czym nie wstydzą się głośno mówić, aby cały świat ich słyszał. Najprymitywniejsi z nich po prostu chcą zabijać ludzi Zachodu. W godnym odnotowania oświadczeniu, Tunezyjczyk skazany za podkładanie bomb we Francji w latach 1985 – 1986 i za zabicie trzynastu osób, powiedział sędziemu prowadzącemu sprawę: „Nie wyrzekam się mojej walki z Zachodem, który zamordował Proroka Mahometa…My, muzułmanie, powinniśmy zabić każdego z was [ludzi Zachodu], wybić was do ostatniego”. Inni planują rozprzestrzenić islam na Europę i Amerykę, używając do tego celu przemocy, jeśli będzie potrzeba. Mieszkający w Amsterdamie imam zadeklarował w tureckiej telewizji: „Musicie zabijać tych, którzy przeciwstawiają się islamowi, porządkowi islamu, Allaha i jego Proroka; wieszajcie lub szlachtujcie ich, po związaniu rąk i nóg na krzyż…jak nakazuje Szariat”. Algierskie ugrupowanie terrorystyczne, GIA, wydało w roku 1995 [drukowany] komunikat, ukazujący wysadzoną w powietrze Wieżę Eifla i pełny pogróżek:
„Z całą naszą siłą będziemy prowadzić działania dżihadu i ataki militarne – czas już przenieść je do samego serca Francji i do jej największych miast….Przysięgamy, że [Francuzi] już nigdy nie będą spać spokojnie i wypoczywać, a islam wejdzie do Francji, czy tego chcą, czy nie”.
Bardziej umiarkowani islamiści planują użycie niesiłowych metod by przekształcić kraje, które ich goszczą, w państwa islamskie. Dla nich kluczem jest nawracanie. Pewien wybitny Amerykański myśliciel – muzułmanin – Isma’il R. Al-Faruki – ubrał te sentymenty w formę raczej poetycką: „Nic nie będzie większego niż ten młody, prężny i bogaty kontynent [Ameryki Północnej], odwracający się od przeszłego zła i maszerujący naprzód po flagą Allahu Akbar [Bóg jest wielki]”.
Ten kontrast nie tylko implikuje, że islamizm zagraża Zachodowi w sposób w jaki tradycyjna wiara tego nie czyni, lecz także sugeruje, że tradycyjni muzułmanie, którzy często są ofiarami islamizmu, wyrażają potępienie dla tej ideologii. Tak jak uczynił to Nagib Mahfuz, egipski laureat literackiej Nagrody Nobla, komentując cios nożem w szyję, zadany mu przez islamistę:” Modlę się do Boga by policja odniosła zwycięstwo nad terroryzmem i oczyściła Egipt od tego zła, w obronie ludzi, wolności i islamu”. Tudżan Fajsal, kobieta – członek Parlamentu Jordanii – nazwała islamizm „jednym z największych zagrożeń dla naszego społeczeństwa” i porównała tę ideologię do „raka”, który „powinien być chirurgicznie usunięty”. Cevik Bir, jeden z kluczowych polityków, który uniemożliwił powstanie islamistycznego rządu w Turcji w roku 1997, powiedział bez ogródek: „Fundamentalizm muzułmański pozostaje wrogiem publicznym numer jeden”. Jeśli muzułmanie tak czują, podobnie mogą odczuwać nie-muzułmanie. Być przeciwnym islamizmowi w żadnym przypadku nie oznacza być przeciwnikiem islamu.
Islamizm w praktyce
Podobnie jak zwolennicy innych radykalnych ideologii, islamiści spoglądają na państwo jako na główny nośnik w promocji swego programu. Rzeczywiście, biorąc pod uwagę niepraktyczną naturę ich planów, dźwignie państwa mają zasadnicze znaczenie dla wprowadzenia w życie ich zamiarów. W tym celu, islamiści często przewodzą partiom opozycji politycznej (w Egipcie, Turcji, Arabii Saudyjskiej) lub zdobyli już znaczącą władzę (w Libanie, Pakistanie, w Malezji). Ich taktyki są często mordercze. W Algierii islamistyczne powstanie pochłonęło, od roku 1992, prawie 70,000 śmiertelnych ofiar.
Kiedy islamiści przejmą władzę, jak w Iranie, Sudanie i Afganistanie, prowadzi to zawsze do katastrofy. Natychmiast zaczyna się zapaść gospodarcza. Iran, gdzie przez dwie dekady poziom życia bez przerwy spadał, jest najbardziej jaskrawym przykładem. Prawa człowieka są łamane, jak dowodzi tego w oczywisty sposób powrót do pańszczyźnianego niewolnictwa w Sudanie. Represjonowanie kobiet staje się absolutnym wymogiem. Te praktyki najdramatyczniej ujawniły się w Afganistanie, gdzie kobiety wyłączono ze szkół i z pracy zawodowej.
Państwo islamistyczne jest, prawie z definicji, państwem rozbójniczym, nie uznającym żadnych innych reguł, poza stosowaniem środków przymusu i rządów siły. Jest bezwzględną instytucją, powodującą cierpienia i niedolę w kraju i za granicą. Gdy islamiści są u władzy, szerzą się konflikty, społeczeństwo jest zmilitaryzowane, rosną arsenały a terroryzm staje się instrumentem polityki państwa. To nie przypadek, że Iran prowadził najdłuższą konwencjonalną wojnę XX wieku (1980 – 1988, przeciwko Irakowi) i że zarówno Sudan jak i Afganistan przez dziesięciolecia są w stanie wojny domowej, której końca nie widać. Islamiści represjonują umiarkowanych muzułmanów, a nie-muzułmanów traktują jak ludzi gorszego gatunku. Zwolennicy lubią postrzegać islamizm jako siłę dążącą do demokracji, ale pomijają przy tym kluczową sprawę, że – jak dowodzi Martin Kramer: „Islamiści skłaniają się ku pozycjom mniej wojującym, gdy są wyłączeni ze sprawowania władzy…Słabość czyni ich umiarkowanymi”. Władza – daje wynik odwrotny.
Islamizm stale rośnie w siłę i trwa to już ponad ćwierć wieku. Jego liczne sukcesy nie powinny jednak być rozumiane jako dowody na to, że ma szerokie poparcie. Rozsądna ocena mówi o tym, że 10 procent muzułmanów podąża drogą islamizmu. Ale ich siła jest pochodną wpływów bez reszty oddanej sprawie, zdolnej i dobrze zorganizowanej mniejszości. Dość podobnie jak kadry partii komunistycznej, islamiści wypełniają brak liczebności aktywnością i przekonaniem.
Islamiści noszą w sobie głęboki antagonizm wobec nie-muzułmanów w ogóle, a wobec żydów i chrześcijan – w szczególności. Gardzą Zachodem zarówno z powodu jego ogromnych wpływów kulturowych, jak i z powodu tego, że Zachód jest dla nich tradycyjnym przeciwnikiem – starym chrześcijańskim rywalem w nowym przebraniu. Niektórzy z islamistów nauczyli się powściągać swe [radykalne] poglądy, by nie bulwersować nimi zachodnich słuchaczy, ale ta maskarada jest cienka i nie powinna nikogo zwodzić.
http://pl.danielpipes.org/1235/islam-i-islamizm-wiara-i-ideologia
Daniel Pipes


„co Zachód wcześniej wziął (lub ukradł) muzułmanom” —> spowrotem jako jego hellenistyczna odwieczna wlasnosc. Wlasnosc skradziona przez beduinow pladrujacych chrzescijanskie miasta morza srodziemnego. A zmuszeni do szahady zydzi jak i chrzescijanie tlumaczyli dziela uczonych z laciny i greckiego na arabski.
Tłumaczenie artykułu, który ukazał się na portalach Faithfreedom/IslamWatch w dniu 9 lipca 2009. Zobacz też nową książkę tegoż autora pod tytułem: „ Holy Warriors: Islam and the Demise of Classical Civilization”, Wydawca: Felibri.com , Do nabycia od sierpnia 2009 w: Felibri Store.
[Przypis tłum.: W niektórych miejscach dodałem oparte na wikipedii wyjaśnienia potwierdzające lub uzupełniające, a na końcu krótki komentarz.]Jednym z najbardziej frapujących problemów historycznych jest upadek Cywilizacji Klasycznej. Uczeni od dawna zadawali sobie pytanie jak to jest możliwe, by cywilizacja Grecji i Rzymu, która przetrwała ponad tysiąc lat, oddała pole Średniowieczu; tj. okresowi, który przez jakiś czas doświadczył upadku i oczywistego zaniku racjonalistycznej myśli Grecji i Rzymu? W literaturze naukowej, w czasopismach i w świadomości ogółu nie ma tu żadnej tajemnicy: mówi się nam, że w piątym stuleciu n.e., w wyniku najazdów barbarzyńców, ludzie Europy Zachodniej powrócili do życia w krytych strzechą chałupach z wikliny i gliny. Opuszczano popadające w ruinę miasta, sztuka pisania prawie zanikła, a masy ludzkie były utrzymywane w stanie ignorancji przez zacofany i fanatyczny Kościół, który faktycznie dokończył dzieła zniszczenia dokonanego przez barbarzyńców. W siódmym i ósmym wieku na tę ciemną scenę – jak promień światła – przybyli Arabowie. Tolerancyjni i wykształceni, przywrócili Europie wiedzę starożytności, i dzięki ich to wpływowi ludzie Zachodu rozpoczęli swój powolny powrót do cywilizacji. Takie, w swojej istocie, jest sedno wiedzy historycznej przekazywanej przez olbrzymią liczbę rozpraw naukowych i podręczników akademickich. Taka jest też interpretacja automatycznie akceptowana przez większość zawodowych historyków, tak w Europie jak i w Ameryce Północnej – wśród których jest również Bernard Lewis, guru badań bliskowschodnich w krajach anglosaskich. Tym niemniej, ta wersja przeszłości jest całkowicie i dogłębnie fałszywa. W samej rzeczy, trudno wyobrazić sobie opowieść bardziej odległą od tego co się naprawdę zdarzyło. I choć może to być szokujące, historycy wiedzą o tym już od paru pokoleń [Przyp. tłum. – lecz zazwyczaj traktują prawdziwą wersję przeszłości jako interesującą lecz dyskusyjną tezę]. Dlaczego wiedza ta nie została w pełni rozpowszechniona i wcielona w powszechną myśl akademicką jest kwestią sporną, ale fakt, że nadal drukuje się książki dla dzieci i studentów szkół wyższych, które rozpowszechniają wyżej przedstawioną [fałszywą] wersję wydarzeń powinno być przyczyną głębokiej troski. Prawdą jest bowiem, że gdy Arabowie dotarli do południowej Italii i Hiszpanii nie trafili tam wcale na grupy prymitywnych dzikusów, ale na wysoce rozwiniętą cywilizację łacińską, cywilizacjębogatą miastami, rolnictwem, sztuką i literaturą, którą władali kompletnie zromanizowani goccy królowie. Skąd to wiemy? Cóż, przekazali to nam sami Arabowie. Po swoim przybyciu do Hiszpanii Gotów, muzułmańscy najeźdźcy z roku 711 byli zdumieni wielkością i bogactwem miast. Arabscy kronikarze wspominają ówczesny wygląd Sewilli, Kordoby, Meridy i Toledo; “czterech stolic Hiszpanii, założonych”, jak nam naiwnie przekazują, “przez Cezara Oktebana [Oktawiana].” Nade wszystko zaś swym bogactwem i wieloraką znamienitością uderzyła ich Sewilla. Ibn Adhari pisze “Spośród wszystkich stolic Hiszpanii była ona największa, najważniejsza, najlepiej zbudowana, i najbogatsza w zabytki. Przed podbiciem przez Gotów była ona rezydencją rzymskiego gubernatora. Na miejsce swojej rezydencji goccy królowie wybrali Toledo, ale to Sewilla pozostała centrum rzymskich adeptów wiedzy wszelakiej, tak religijnej jak i świeckiej, i to tam mieszkała arystokracja takiegoż pochodzenia.’ (Cytat z Lious Bertrand i Sir Charles Petrie, The History of Spain (2nd ed. London, 1945) str. 7).Coś tu nie widać upadku! Inny pisarz arabski, Merida, wspomina wielki most w Sewilii jak również ‘wspaniałe pałace i kościoły’ (Bertrand i Petrie, str.17-18). Należy tu podkreślić, że posiadamy archeologiczne potwierdzenie tego [imponującego] obrazu [przedmuzułmańskiej Hiszpanii]. Nadal bowiem stoją niektóre ze wspaniałych wizygockich kościołów i pałaców, a odkrycie w 1857 roku koło Toledo zbioru bogato i misternie zdobionych wizygockich koron wotywnych inkrustowanych drogocennymi kamieniami, w jak najżywszy sposób przywodzi na myśl opis podany przez arabskich zdobywców. (Patrz Richard Fletcher, Moorish Spain (London, 1992) str. 18).Pisemne i archeologiczne dowody z terytoriów byłego Imperium Rzymskiego wykazują bez cienia wątpliwości, że barbarzyńcy władcy, którzy w piątym stuleciu zajęli Italię i Cesarstwo Zachodnie, wcale nie zniszczyli rzymskiej kultury i cywilizacji, lecz błyskawicznie sami się zromanizowali i zaczęli panować nad odradzającą się cywilizacją klasyczną. Pod ich panowaniem kwitły nauka i sztuka, a ich olbrzymie bogactwa były wykorzystywane przy budowie wspaniale ozdobnych rezydencji i kościołów. Do roku 500 n.e. praktycznie wszystkie zniszczenia poniesione w trakcie najazdów piątego stulecia zostały usunięte, a miasta kwitły, tak jak to było wcześniej pod administracją imperium. W istocie, “barbarzyńscy” królowie Italii od samego początku czynnie wzorowali się na dworze w Konstantynopolu, uważając się nie tylko za sprzymierzeńców, ale wręcz funkcjonariuszy i urzędników imperium. I tak, bili one złote monety z podobizną bizantyjskiego cesarza, a mieszkali w pałacach i willach wcześniej wzniesionych przez rzymskich prokuratorów i książęta. Niektóre z tych pałaców były rozbudowane, a wszystkie były regularnie odnawiane. A jednak, powiedziawszy to wszystko, prawdą jest też, że pod koniec siódmego wieku, lub najpóźniej na początku ósmego, nadszedł gwałtowny kres tej kwitnącej cywilizacji klasycznej. Rozpoczął się świat średniowiecza, który znamy tak dobrze: podupadały tak większe jak i mniejsze miasta, czasami opuszczano je zupełnie, słabł handel, życie przybierało coraz to bardziej wiejski charakter, zanikały sztuki, analfabetyzm stał się dominujący, pojawił się wreszcie system feudalny, który podzielił królestwa Zachodniej Europy. W tych i nastepnych latach jedyną siłą w nauce i administracji stał się Kościół, a handel zamienny w znacznej części zastąpił istniejący wcześniej system monetarny. Kiedy zaś bito monety, robiono je raczej ze srebra niż ze złota używanego do początku siódmego stulecia. Zaczęło się Średniowiecze. Kto lub co spowodowało taki rozwój sytuacji?Już w latach 20-tych ubiegłego wieku belgijski historyk Średniowiecza, Henri Pirenne, wskazał dowód winy, przysłowiową dymiącą strzelbę. [Przypis tłum.: Henri Pirenne – (1862-1935) wybitny mediewista europejski. Jedną z tez Pirenne’a było, że barbarzyńcy przybyli do Rzymu nie po to by go zniszczyć, lecz po to by skorzystać z jego dobrodziejstw, i próbowali zachować i kopiować rzymski model życia. Pirenne znany jest też między innymi z tezy „gdyby nie było Mahometa – nie byłoby Karola Wielkiego”]. Ale strzelby tej nie dzierżyły ręce Gotów, Wandalów, czy Kościoła Chrześcijańskiego: tkwiła ona w rękach ludzi, którym nawet wtedy potoczne opinie przypisywały zasługę ocalenia Cywilizacji Zachodniej: Arabów. Dowody, jak to wysiłkiem swego życia pokazał Pirenne w opublikowanym już po śmierci dziele „Mahomet i Karol Wielki” (1938) były niezaprzeczalne. Od połowy siódmego wieku Morze Śródziemne zostało zablokowane przez Arabów. Skończył się handel z wielkimi ośrodkami ludności i kultury Lewantu, ten handel, który był podporą dobrobytu Europy Zachodniej. Studiując zapiski hiszpańskich Wizygotów i galijskich Merowingów Pirenne odkrył, że z chwilą gdy po morzach zaczęli grasować arabscy piracy, nagle ustały dostawy wszelkich produktów luksusowych. Płynący na wschód strumień złota wyschnął. Zniknęły złote monety, a wielkie miasta Italii, Galii i Hiszpanii – szczególnie porty, które swoje bogactwo zawdzięczały handlu na Morzu Śródziemnym – stały się miastami-widmami. Z perspektywy kultury i nauki najgorszym zaś prawdopodobnie było to, że ustał import papirusu z Egiptu. Materiał ten – od czasów Republiki Rzymskiej importowany w olbrzymich ilościach przez Zachodnią Europę – był w cywilizacji opartej na handlu i piśmie absolutnie niezbędny dla tysiąca celów; ustanie jego dostaw miało natychmiastowy katastroficzny wręcz efekt na poziomanalfabetyzmu. Spadł on “niemal w ciągu jednej nocy” do poziomu prawdopodobnie równoważnemu temu z czasów pre-rzymskich. Pirenne podkreślił, że nadejście islamu faktycznie izolowało Europę tak intelektualnie jak i ekonomicznie. A wraz z paraliżem ekonomicznym przyszła wojna: muzułmańskie najazdy rozpętały strumień przemocy przeciw Europie. Bezpośrednim rezultatem arabskich podbojów w siódmym i ósmym wieku było to, że obszar na którym chrześcijaństwo było religią dominującą zmniejszył się niemal do punktu [Przyp. tłum.: porównując do sytuacji za czasów imperium rzymskiego]. Katastroficzna strata terytoriów – całego obszaru od północnej Syrii do Pirenejów – nastąpiła w czasie dwóch, trzech pokoleń. W Zachodniej Europie pozostało tylko samo jądro chrześcijańskiego terytorium, złożone z Francji, Niemiec Zachodnich, Górnego Dunaju i Włoch (oraz Irlandii i części Brytanii); regiony te same czuły się bezpośrednio zagrożone zniknięciem: terytoria te były bowiem oblężone i poddane nieustającym atakom z północy, wschodu, oraz południa. Podczas gdy Arabowie wysyłali armię za armią, by łupić, niszczyć i podbijać, zachęcali też do dalszych ataków na rdzenne obszary Europy z innych kierunków, a czasem nawet w pewien sposób nimi „sterowali”. I tak najazd Wikingów, który zniszczył znaczne obszary Wysp Brytyjskich, Francji i północnych Niemiec, był po części spowodowany przez muzułmański popyt na niewolników. Nie jest to fakt szeroko znany, ale jest w pewnym stopniu akceptowany przez zawodowych historyków: Wikingowie, w samej rzeczy, byli piratami handlującymi niewolnikami, a ich osławione wyprawy – przez morza na zachód oraz wzdłuż wielkich rzek Rosji na wschód – były wywołane przede wszystkim przez muzułmański popyt na białoskóre nałożnice i eunuchów. [Przypis tłum. (z polskiej wikipedii): Wikingowie handlowali także niewolnikami (najczęściej byli to chrześcijańscy jeńcy i Słowianie). Niektórzy niewolnicy zabierani byli do Skandynawii, do ciężkich robót budowlanych i na rolę, lecz większość była sprzedawana za srebro do krajów arabskich.] Bez islamu prawie na pewno nie byłoby Wikingów. [Przypis tłum.: to stwierdzenie wydaje się być zbyt silne, gdyż były i inne przyczyny aktywności Wikingów.] To handlowe przymierze pomiędzy barbarzyńcami Północy i muzułmanami Hiszpanii i Afryki Północnej sprowadziło chrześcijańską Europę niemal na krawędź zapaści. Jak gdyby to wszystko nie wystarczyło, próby odparcia najazdów muzułmanów i Wikingów odsłoniły Europę na napaść z innej strony, ze strony łupieżczych ludów pochodzących głównie ze stepów Azji centralnej. Jeden z tych ludów, Madziarzy, czyli Węgrzy, przez jakiś czas stanowił prawdziwą groźbę dla dalszego istnienia chrześcijańskich Niemiec. [Przypis tłum.: wskutek najazdu Węgrów w 907 r. upadło państwo wielkomorawskie (co skutkowało niepodległością panstwa Wiślan); później były najazdy Węgrów na Bawarię i Karyntię odparte przez Ottona I Wielkiego w 955 r.] Badania przeprowadzone przez Pirenne’a były najwyższej jakości i nigdy nie zostały odrzucone przez jego krytyków. Tym niemniej, jego ustalenia w znacznej mierze zostały zignorowane [Przyp. tłum.: wszystko powyżej zgodne z artykułem angielskiej wikipedii o Pirenne, nie ma wersji po polsku; Pirenne nie zdołał jednak przekonać wszystkich historyków swego okresu.]. Rok po roku – zwłaszcza w krajach anglosaskich – publikuje się nowe, tak popularne, jak i uczone dzieła o historii rejonu Morza Śródziemnego, oraz o oddziaływaniu między islamem, a chrześcijaństwem bez najmniejszego choćby wspomnienia nazwiska Pirenne’a, nie mówiąc już o omówieniu jego odkryć. Zarzut ten dotyczy na przykład opublikowanego w roku 2006 dzieła „The Middle Sea” autorstwa Johna Juliusa Norwicha, omawiającego historię rejonu Morza Śródziemnego. To samo dotyczy ostatniego dzieła Bernarda Lewisa, guru studiów bliskowschodnich na Uniwersytecie w Princeton, którego książka z 2008 roku, “God’s Crucible: Islam and the Making of Europe, 570 – 1215” [“Boży tygiel: islam i powstanie Europy, 570-1215”], nie tylko ignoruje Pirenne’a i jego idee, ale dochodzi do konkluzji podobnych do tych, których nauczano zanim pojawili się Mahomet i Karol Wielki. I tak w powyższej książce Lewis przeciwstawia sobie wyszukane kulturowe osiągnięcia ośmiowiecznych muzułmańskich najeźdźców Hiszpanii oraz, jak to określa, niemal neolityczną kulturę i ekonomię Wizygotów i Franków, na których ci pierwsi się natknęli. W oczach Lewisa “Mroki Średniowiecza” nadal są spowodowane germańskimi najazdami w piątym stuleciu, a arabska blokada Morza Śródziemnego w wiekach siódmych i ósmym nie miała wpływu na Europę. Dla niego Arabowie w oczywisty sposób byli nadal wybawcami Europy z barbarzyństwa. Jakże można to wytłumaczyć? Bez wątpienia, polityczna poprawność odegrała tu swoją rolę. Duch epoki dyktuje, że cywilizacje nie-europejskie (takie jak muzułmańska) nie tylko nigdy nie powinny być krytykowane, ale nawet krytycznie badane. Taka postawa, która stawia ideologię ponad dowodami, jest wyjątkowo niepokojąca, i musi być zwalczana przy każdej okazji. Jest tu też jednak i inny czynnik: Pirenne – obok niemal wszystkich innych historyków swego pokolenia – przyjmował, że Bizancjum, które przecież nie zostałopodbite przez barbarzyńców, nigdy nie doświadczyło okresu Mroków Średniowiecza. Ten pogląd był przynajmniej po części wspierany przez bizantyjską propagandę, która zawsze zachwalała swoje imperium jako Drugi Rzym, jako dziedzica rzymskiej szaty cesarskiej. I tak na przykład niedawno, w roku 1953, Sidney Painter napisał w swym dziele „A History of the Middle Ages, 284-1500”, że “od roku 716 do 1057 nastąpiły [dla Bizancjum] ponad trzy wieki chwały. Imperium Bizantyjskie było najbogatszym państwem Europy, jego największą potęgą militarną oraz krajem stojącym najwyżej kulturowo. W trakcie tych trzech stuleci, w czasie gdy Europa Zachodnia była regionem częściowo tylko okiełzanych barbarzyńców, Imperium Bizantyjskie było wysoce cywilizowanym państwem, w którym trafna mieszanka chrześcijaństwa i hellenizmu wydała z siebie fascynującą kulturę.” Do dziś dnia z popularnej literatury można się dowiedzieć, jak to po zdobyciu Konstantynopola przez Turków w roku 1453, uciekający na Zachód greccy uczeni i filozofowie pomogli w narodzinach Odrodzenia we Włoszech. Tak więc skoro cywilizacja bizantyjska nie została zniszczona przez Arabów, dlaczego ktokolwiek miałby wierzyć, że to właśnie ci ostatni zniszczyli klasyczną cywilizację na zachodzie Europy? Tego punktu Pirenne nie poruszył: być może nie był świadomy jego znaczenia. Odkrycia bizantyjskiej archeologii dokonane już po II Wojnie Światowej dostarczyły jednak tezie Pirenne potężnego wsparcia: ku zdziwieniu wszystkich okazało się bowiem, że od połowy siódmego wieku Cesarstwo Wschodnie cierpiało na swój własny okres zapaści. W ciągu tych trzech stuleci doświadczonych przez Bizancjum– zupełnie przeciwnie do opinii wyrażonych powyżej – większość jego miast została opuszczona, spadła liczebność populacji i upadła wysoka kultura. Zniszczenia były tak duże, że znikły nawet monety z brązu, ten smar ułatwiający codzienny handel. Ujawniona przez dochodzącą do głosu archeologię cywilizacja bizantyjska połowy dziesiątego stulecia jest już dramatycznie zmieniona: starożytne Bizancjum już nie istnieje, a na jego miejscu znajdujemy zbiedniały i częściowo tylko piśmienny okrojony twór, Bizancjum średniowieczne, zadziwiająco podobne do współczesnych mu średniowiecznej Francji, Niemiec, czy Włoch. I tu też znajdujemy handel w pełni lub częściowo wymienny, spadek liczby ludności i rosnący analfabetyzm, a także nietolerancyjne i teokratyczne państwo. A punktem zmian w Bizancjum, tak jak na Zachodzie jest pierwsza połowa siódmego wieku – dokładnie wtedy gdy na scenę wchodzą Arabowie i islam [Przyp. tłum. - A Bizancjum jest zmęczone walkami z perskimi Sassanidami]. Dowód “ze Wschodu”, który niestety nie stał się jeszcze elementem “wiedzy ogólnej” nawet tylko w świecie uniwersyteckim, mocno wspiera tezę Pirenne’a. Debata jest więc w zasadzie skończona, choć wiedza o jej konkluzjach musi jeszcze dotrzeć do wydziałów historii naszych uniwersytetów. Cywilizacja klasyczna, dokładnie tak jak to powiedział Pirenne, nie skończyła się w piątym wieku; skończyła się w wieku siódmym, a zniszczyli ją Arabowie. W mojej właśnie wydawanej książce: “Holy Warriors: Islam and the Demise of Classical Civilization” (Święci wojownicy: islam i upadek cywilizacji klasycznej) (Felibri, August, 2009) powtarzam argumenty Pirenne’a i wykazuję, że pod wieloma względami nie poszedł on wystarczająco daleko. Wpływ islamu na Europę nie był bowiem wyłącznie ekonomiczny. Podczas gdy islamska doktryna wiecznej wojny przeciw niewiernym faktycznie zmieniła rejon Morza Śródziemnego w linię frontu i przyczyniła się do zbiednienia Europy, islam zaczął także wywierać wpływ ideologiczny na zachodnią Europę. Do czasu zamknięcia Morza Śródziemnego dominujący wpływ kulturalny na Europę wywierał Wschód, tj. Bizancjum i hellenistyczne ośrodki na Bliskim Wschodzie, głównie Egipt i Syria. Po zamknięciu Morza Śródziemnego Zachód został izolowany, a środek ciężkości przesunął się, jak to podkreślił Pirenne, na Północ: do północnej Galii, Niemiec i Brytanii. A jednak wpływ Wschodu nie ustał. Była ciągłość. Ale teraz Wschód znaczył “islam”. W ciągu wieków po pierwszych arabskich podbojach wpływ islamu był bardzo poważny: to ten wpływ ostatecznie zakończył cywilizację klasyczną i dał początek teokracji znanej dziś pod nazwą “Europa Średniowieczna”. Pierwszą i najbardziej oczywistą islamską ideą przejętą przez Europejczyków było pojęcie Świętej Wojny. Przed siódmym wiekiem chrześcijaństwo było w zasadzie wierne swym pacyfistycznym korzeniom. Nawet po tym jak stało się oficjalną religią Imperium, chrześcijanie usiłowali unikać kariery militarnej, a odbieranie człowiekowi życia, nawet w czasie wojny, było nadal bardzo źle widziane. Mówiąc słowami Gibbona [Edward Gibbon, 1737-1794, historyk angielski, autor „The History of the Decline and Fall of the Roman Empire”] – nie będącego przecież przyjacielem chrześcijaństwa – do piątego wieku “Kler z sukcesem uczył doktryny cierpliwości i lękliwości; odradzano aktywność w życiu społecznym, a resztki wojennego ducha Rzymu zakopano w klasztorze; znaczna część publicznych i prywatnych bogactw została poświęcona celom specjalnym – dobroczynności i pobożności; a żołd żołnierski był bez sensu przekazywany przedstawicielom obojga płci, każdemu kto potrafił wysławiać zalety abstynencji i dobroczynności.” (Decline and Fall, Chapter 38). To może tłumaczyć też częściowo dlaczego od czwartego wieku do armii rzymskiej rekrutowano tak wielu barbarzyńców. W samej rzeczy, pod koniec czwartego wieku, a już na pewno w piątym stuleciu słowa “barbarzyńca” i „żołnierz” praktycznie stały się synonimami.Królowie Gotów i Wandalów, którzy na Zachodzie zastąpili rzymskich cesarzy nie byli na początku pacyfistami. Choć przyjmowali oni chrześcijaństwo całkiem szybko, nowa wiara musiała jednak znaleźć sobie miejsce obok starych wojennych kultów Wotana i Thora. Tym niemniej, wojownicza natura teutońskich władców zaczęła znikać już pod koniec szóstego wieku. Gibbon zauważa, że pod wpływem chrześcijaństwa Goci i Wandalowie bardzo szybko tracili swoje wojownicze zwyczaje i to do tego stopnia, że w siódmym i ósmym wieku germańska ludność Afryki Północnej i Hiszpanii absolutnie nie była w stanie powstrzymać islamskiego najazdu na te regiony. Gdy porównamy to chrześcijaństwo z muskularną i wojowniczą wiarą Średniowiecza, wiarą Krzyżowców, Inkwizytorów i Konkwistadorów widzimy więc wielki kontrast…To nowe chrześcijaństwo [chrześcijaństwo Średniowiecza] było prostą konsekwencją zderzenia z islamem, pojawiło się ono bowiem dopiero po jego nadejściu . Z jednej strony, zmiana ta nastąpiła po prostu dlatego, że musiała: otoczeni agresorami zdecydowanymi na zniszczenie chrześcijaństwa, agresorami z którymi w żaden sposób nie dało się zawrzeć pokoju, chrześcijanie musieli sięgnąć po broń. Tak wyglądała prawda zarówno w przypadku chrześcijan z północy, którym grozili Wikingowie i Węgrzy, jak i w przypadku chrześcijan z południa, którym grozili muzułmanie. Ale zmiana ta była wywołana nie tylko prostą koniecznością, ale też i ideologią. Muzułmańskie koncepcje – koncepcje dotyczące wojny, interpretacji Pism, herezji, Żydów, itd. – wpłynęły bardzo głęboko na Europejczyków. Tak powstała czysto “średniowieczna” perspektywa: w istocie to właśnie stanowiło główne zręby tego co obecnie rozumiemy pod słowem „średniowieczny”. Historycy dobrze wiedzą o wpływie islamskiej filozofii na Zachodnią Europę tamtych czasów, relacjonując z aprobatą ówczesne europejskie zainteresowanie perskim muzułmaninem Awicenną i hiszpańskim muzułmaninem Awerroesem. Ale nie wszystko co przyniósł islam było tak pozytywne. Dobrze na przykład wiadomo, że bizantyjska doktryna ikonoklazmu, tj. niszczenia świętych obrazów religijnych, jest w prostej linii przypisywalna wpływowi islamu. [Przyp. tłum. – wyciągi z wikipedii: 1) Trwająca konfrontacja kulturowa i groźba wojny z islamem najprawdopodobniej miały wpływ na postawy obu stron [kłótni o święte obrazy, obrazoburstwo]). Ikonoklazm był jak się wydaje popierany przez wielu przybyszów ze Wschodu Imperium, oraz uciekinierów z prowincji przejętych przez muzułmanów. Sugeruje się też, że wzrost liczby tych ludzi na początku okresu ikonoklazmu, oraz rosnący wpływ sił bałkańskich (które nie miały silnych tendencji ikonoklastycznych) pod koniec tego okresu były ważnymi czynnikami determinującymi zarówno rozpoczęcie jak i zakończenie imperialnego wsparcia dla ikonoklazmu. 2) Sobór Nicejski II w roku 787 zezwolił ponownie na kult obrazów, zakazując surowo handlowania nimi. Uzasadnienie doktrynalne było następujące: „skoro Chrystus się wcielił, wolno przedstawiać fizyczną postać Syna Bożego i malować wizerunki świętych”.] Wiele innych koncepcjiislamskich, niektóre z nich biegunowo wręcz przeciwne swoim odpowiednikom we wczesnym chrześcijaństwie, zaczęło teraz znajdować oddźwięk na każdym niemal poziomie myślenia Europejczyków. Jakże mogło być inaczej, kiedy zbiedniali Europejczycy patrzyli ze zdumieniem na bogactwo, luksus i wyszukanie muzułmańskich miast Hiszpanii, Sycylii i tych położonych dalej na wschód? I nie ma tu żadnego znaczenia fakt, że dostęp do tego bogactwa i luksusu był im zabroniony przez tychże samych muzułmańskich emirów i kalifów, których bogactwa tak podziwiali. Europejczycy mogli więc być i byli pod wielkim wrażeniem i wpływem islamu. To od muzułmanów przejęli pojęcie „Świętej Wojny”; to od nich nauczyli się, że Żydzi są rasą przeklętą i nieprzyjacielami Boga. [Przyp. tłum.: (wg haseł angielskiej wikipedii) Choć już w 167 r. n.e. biskup Melito z Sardis w swojej homilii sformułował zarzut, że to Żydzi byli odpowiedzialni za zabójstwo Boga – Jezusa, to jednak uważa się, że „chrześcijański antysemityzm” rozpoczął się w XII wieku.] Konsekwencje tych islamskich koncepcji o Żydach okazały się być tak długoterminowymi, jak tragicznymi.Islamski fatalizm – oparty na przekonaniu, że Allah nie może być związany żadnymi naturalnymi lub naukowymi prawami – był śmiertelny dla greckiego i rzymskiego racjonalizmu, które zaczęły teraz umierać. Równolegle z tym aspektem najpierw w muzułmańskiej Hiszpanii, a potem w całej Europie pojawiła się obsesja czarami i gusłami, która stała się jedną z charakterystycznych cech Średniowiecza. To własnie z islamu Europejczycy wchłonęli też esencję fanatyzmu. Prawo islamskie stwierdzało, że jedyną karą właściwą do wymierzenia za herezję lub apostazję jest kara śmierci. Idea taka nigdy przedtem nie istniała wśród chrześcijan. Owszem, pomiedzy chrześcijanami toczyły się zażarte doktrynalne starcia i dysputy teologiczne, które czasami stawały się nawet gwałtowne. Ale gwałtowność ta ograniczała się głównie do słów i rzadko dochodziło do fizycznych napaści. Pod koniec XI stulecia, pod wpływem islamu tak w Europie jak i na Bliskim Wschodzie, chrześcijańska Europa zaczęła myśleć w zupełnie odmienny sposób, a w ciągu stu lat papieże zdefiniowali i wprowadzili nową doktrynę kary śmierci w stosunku do odszczepieńców. Także tortury, rzecz zupełnie normalna w krajach islamu, zaczęły po raz pierwszy być stosowane w europejskim prawie.[Komentarz tłumacza: Niektóre z tez autora mogą się wydawać zbyt daleko idące, a interpretacja zdarzeń historycznych zbyt jednostronnie obciążająca islam. Rzeczywistość historyczna jest złożona, a zajście takich, a nie innych wydarzeń jest często wypadkową wielu przyczyn. Tym niemniej mam wrażenie, że szereg elementów argumentacji autora uzupełnia i wyjaśnia od innej strony to co działo się w chrześcijaństwie po powstaniu islamu. W szczególności dotyczy to argumentacji o wniknięciu elementów ducha islamu do chrześcijaństwa. Zgodnie z tą hipotezą, chrześcijaństwo musiało się zmienić, by stoczyć z islamem wygrywajacą bitwę (bitwę, bo wojna oczywiście dalej trwa). Chrześcijaństwo musiało się zmienić na bardziej wojownicze. Jednocześnie jednak poprzez kontakty z islamem zostało ono „podtrute”. Mamy tu takie elementy jak ikonoklazm, prześladowania Żydów, koncepcja świętej wojny, itp. Oczywiście pierwociny tych pojęć istniały wcześniej, jeszcze przed pojawieniem się islamu (czy chrześcijaństwa), ale islam hojnie się przyczynił do ich rozwinięcia w łonie chrześcijaństwa... Dopiero po wielu stuleciach udało się częściowo zniwelować ten jad wstrzyknięty chrześcijaństwu przez islam... Trzeba o tym pamiętać i nie dać się dalej zatruwać, niezależnie od tego czy się jest chrześcijaninem, czy nie ... ]
Tu dodal byl jeszcze „Zanj” —> pogardliwego protoplaste slowa „Neger”
Nasi rządzący powinni przeczytać ten tekst. Ale wierzcie mi , oni nie maja o niczym pojęcia. Oni słuchają Daneckiego i Zagórskiego . znam polskiego senatora, który nie widzi róznicy miedzy sunnitami a szyitami.Być może wahabici to dla nich to samo co kosmici. Takie są nasze elity polityczne i takie rzadzenie.
Nostalgia za „Złotym Wiekiem Islamu” a historia nauki
„Złoty Wiek Islamu, zwykle umiejscawiany w okresie od połowy VIII wieku do połowy wieku XIII, to okres gdy uczeni i inżynierowie świata islamu (i to różnych religii: muzułmanie, chrześcijanie, żydzi, wyznawcy hinduizmu, itd.) w wybitny sposób przyczynili się do rozwoju sztuki, literatury, filozofii, nauk przyrodniczych i technologii, zarówno poprzez zabezpieczenie wcześniejszej wiedzy naukowej i jej wykorzystanie, jak też przez dodanie swoich, całkiem już nowych wynalazków i pomysłów. Urodzeni jako muzułmanie filozofowie i poeci, artyści i naukowcy, książęta i pracownicy, stworzyli unikalną kulturę, która w ostateczności wpłynęła na społeczeństwa na wszystkich kontynentach. „Złoty Wiek” kwitł naukowymi i intelektualnymi osiągnięciami, które potem zostały przekazane Europie i dalej rozwinięte w czasach europejskiego renesansu.
Ale co było prawdziwą siłą, dzięki której ten “Złoty Wiek” się przydarzył? Czy były nią pisma islamu, czyli ślepej wiary w Allaha? Czy też siłą napędową był racjonalizm niektórych wolnomyślicieli? Odpowiedź na to pytanie jest głównym tematem tego długiego artykułu.”
http://dirtyboar.blogspot.com/2008/10/nostalgia-za-zotym-wiekiem-islamu.html
10/09/2010 Lam Antyis napisał
Teza przypuszczona przez Pirenne’a jest ciekawa i warto by ją
spopularyzować, zwłaszcza, że nawet wśród ludzi interesujących się z
takich czy innych powodów historią Europy w okresie średniowiecza jest
mało znana. Trudno jej śladów szukać w bardziej popularnych
opracowaniach i to nawet jeszcze w czasach, gdy „polityczna poprawność”
jako nie istniała jako zjawisko, obecnie — tym bardziej. I to wskazanie na fakt, że ten rzekomy prymityw, jaki tam muzułmanie zastali (nie wszędzie, bo kraj al-Andalus trzymał się dobrze ) był wtórnym wynikiem bojkotu gospodarczego, mogę dodać, że przypominającego obecne embargo Kuby przez rząd U.S. ;/ Sam spotkałem się z tezą Pirenne’a niedawno, może z rok temu, jak dla mnie wychowanego na Wellsie i Daviesie (czyli popularnym sposobie widzenia historii) była to rewolucja w moim poglądzie na historię powszechną.
10/09/2010 Lam Antyis napisał
Też ciekawy artykuł, pokazuje, że islam się uwstecznił. Mutazylizm tolerował wiedzę, która pochodziła spoza Koranu i hadisów, a nawet krytykował Koran i hadisy na bazie racjonalnej. Ta wewnętrzna krytyka i otwartość na zewnątrz została stłumiona przez fanatyków, islam szansę na oświecenie takie jak w Europie XVIII w. ery chrześcijańskiej totalnie i fatalnie przepieprzył z winy niektórych filozofów i teologów obskurantów pokroju tego, co Al-Ghazali czy Ibn-Taymiyyah.
10/09/2010 mieszko napisał
Nie porównuj Daneckiego do Zagórskiego. Obaj mają odchylenie proislamskie, ale Danecki przynajmniej reprezentuje pewien poziom obiektywnej znajomości świata arabskiego, jego kultury, religii, historii idei i wiedzy. Niezależnie od tego, że jego konkluzje są nieprawdziwe, zebrał w swoich opracowaniach niezły materiał faktograficzny, który myślącego czytelnika może pobudzić do zakwestionowania jego tez. Zagórski natomiast to niedouczony kiepski demagog.
@Admine kochany czy moglbys ten moj dlugi tekst troche pokroic na plasterki ? Bardzo i nie tylko ja by Tobie dziekowal za to.
11/09/2010 Lam Antyis napisał
To my dziękujemy jest w obróbce edycyjnej i ukaże się wkrótce na stronie.
Drogi Lam Antyis, próbuję znaleźć oryginał tekstu, potrzebuję tego do edycji. Na IslamWatch jest coś
O’Neilla, ale to chyba nie to samo… A może wykorzystałeś tylko fragmenty? Bardzo proszę o informację.
Ponawiam koment, żeby nie spadł ze strony
13/09/2010 Obrabiacz edycyjny napisał
Niestety sam znalazlem to na stronie ktora Wam w E-mail podalem.
:-/
Data pasuje —> 08.jul.2009
http://www.faithfreedom.org/author/John-J-ONeill/
google —> „Did Islam Destroy Classical Civilization?”
http://www.islam-watch.org/index.php?option=com_content&view=article&id=87:did-islam-destroy-the-classical-civilization&catid=90:book&Itemid=58
Zostaw swój komentarz!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników strony euroislam.pl. Redakcja i właściciel nie ponoszą odpowiedzialności za treść opinii. Zapraszamy wszystkich do dyskusji jednak informujemy, że komentarze nawołujące do przemocy, obrażające inne osoby, zawierające określenia uważane powszechnie za wulgarne, będą usuwane. Będziemy szczęśliwi jeżeli osoby uważające wprowadzenie dobrych zwyczajów za cenzurę, znajdą inne miejsce do dyskusji w internecie. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@euroislam.plNajnowsze artykuły
Zwolennicy wolności słowa są zaniepokojeni tym, że nowa rezolucja przedstawiona Radzie Praw Człowieka ONZ uderzy w mniejszości religijne oraz utrudni krytykowanie jakiejkolwiek religii.
Kraje UE nie mają wspólnego stanowiska w sprawie odwoływania ambasadorów z Syrii. Sześć już to zrobiło, pozostałe wahają się lub są przeciw. UE rozważa nowe sankcje wobec reżimu w Damaszku jak wstrzymanie lotów komercyjnych czy zakaz importu fosforanu i złota.
Dwunastego grudnia 2011 roku w Rijadzie miało miejsce spotkanie irańskiego ministra wywiadu HaydaraMosleshiego z następcą tronu Arabii Saudyjskiej, księciem Najifem.Dwa dni później, na spotkaniu OPEC w Wiedniu Irańczycy ujawnili, że Saudyjczycy postanowili „nie zastępować irańskiej ropy, jeśli Iran stanie w obliczu jakichkolwiek sankcji”.
Niemiecki reporter wyznał, że w czasie pięciomiesięcznego pobytu w irańskim więzieniu był bity przez strażników, a zza ściany stale słyszał „przerażające krzyki” torturowanych współwięźniów – podaje amerykański portal „Huffington Post”.
Jordański islamista Abu Katada, kiedyś uważany za prawą rękę Osamy bin Ladena w Europie, zostanie zwolniony za kaucją – zdecydował w poniedziałek sąd w Londynie. Rząd brytyjski zapowiedział, że będzie w dalszym ciągu starał się o deportację Katady do Jordanii.
Policja w Arabii Saudyjskiej aresztowała mężczyznę podejrzanego o brutalne zgwałcenie ośmioletniej dziewczynki w pełnym ludzi hipermarkecie – podaje newsru.com.
Komentarze,opinie, analizy
Gdy egipska niższa izba parlamentu zebrała się 23 stycznia, 360 z 498 posłów należało do partii islamistycznych – to 72 procent. Ta ogromna liczba nie tyle jednak oddaje poglądy mieszkańców co jest owocem planu wojskowych, by pozostać u władzy.
Czy społeczeństwo kanadyjskie przymyka oko na przemoc domową w niektórych środowiskach w imię źle pojmowanego szacunku dla różnic kulturowych?
Brytyjskie premier David Cameron ostrzegł, że europejskie prawa człowieka utrudniają walkę z terroryzmem oraz wystawiają Brytyjczyków na niebezpieczeństwo.
Dołącz do nas na Facebook
Ostatnio komentowane
Logowanie
Login
Newsy społecznościowe
Imigranci z Afryki zdzierają sobie skórę na opuszkach palców, by służby imigracyjne nie były w stanie ich zidentyfikować. W ten sposób chcą oszukać urzędników, by ci nie mogli ich deportować.
http://interia360.pl/on-i-ona/artykul/gdy-zona-jest-wlasnoscia-meza,51448
A Muslim teenager was kidnapped and beaten by her own siblings after they caught her kissing a white man, a court heard today
Read more: http://www.dailymail.co.uk/news/article-2094537/Sisters-Muslim-teenager-branded-whore-kidnapped-cut-hair-kissing-white-man.
Skazaniem na dożywocie zakończył się w niedzielę głośny w Kanadzie proces mieszkającego w Montrealu mężczyzny, jego drugiej żony i syna, oskarżonych o tzw. „zabójstwo honorowe” trzech córek i pierwszej żony.
Prześlij informację
Prowadzisz bloga lub znasz jakiś artykuł godny polecenia, prześlij informację na portal a ukaże się w okienku obok wraz z linkiem do artykułu. Jednocześnie informujemy, że zamieszczane będą tylko wpisy związane z tematyką portalu.Nadchodzące wydarzenia
Nie ma żadnych wydarzeń!Polska
Europa
Świat